Strona:Karol May - The Player.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Tak jest, do Almaden alto, — podchwyciłem. — A przedtem do Fuente de la Roca, żeby złożyć wizytę mojemu przyjacielowi Meltonowi. Jak wiecie, odczuwa dolegliwości w rękach. Pewien człowiek był tak bezwzględny, że wykręcił mu dłonie w przegubie; muszę zatem, jako serdeczny przyjaciel, udać się wreszcie do niego i zapytać o zdrowie. Należy to przecież do obowiązków przyjaźni.
Player wiedział doskonale, co się stało z Meltonem; musiał więc rozumieć moje słowa i uważać je za to, czem były, to znaczy za szyderstwo. Znajdował się w położeniu niezbyt przyjemnem, ponieważ jednak ani ja, ani Winnetou nie mieliśmy powodów do osobistej zemsty nad nim, więc czuł się przynajmniej spokojny o swoje życie; dlatego uważał za wskazane nie okazywać nam trwogi i zapytał tonem słusznego zdziwienia:
— Co mnie obchodzi wasz stosunek do Meltona? Już w poniedziałek przypuszczałem, że jesteście jego przyjacielem, skoro pytaliście o niego i wiedzieliście o moim pobycie w hacjendzie. Ale czego chcecie ode mnie? Podeszliście mnie ukradkiem, otoczyliście, zabraliście broń. Co to ma znaczyć? Uważałem zawsze Old Shatterhanda za człowieka uczciwego!
— Jestem nim też i dlatego zawarłem tak serdeczną przyjaźń z Meltonem i obydwoma Wellerami. Opowiadali wam zapewne wiele dobrego o mnie? Musieli mię przytem darzyć niezwykłą czułością!
— Mówili o was rzeczywiście. Słyszałem od nich, że dostaliście się do niewoli Indjan Yuma i mieliście umrzeć przy palu męczarni. Tymczasem widzę teraz, ku memu zdumieniu, że odzyskaliście wolność!