Strona:Karol May - Sępy skalne.djvu/181

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


tychmiast nikły pod warstwą szlamu. Inne przedarły się przez biwakujących u wyjścia białych i czerwonych, wzmagając zamieszanie.
Old Shatterhand z początku zachował zimną krew. Odrazu po pierwszym huku schwytał wodza Siouxów, aby nie zbiegł. Ale musiał Mokasyna puścić, chcąc uniknąć niebezpiecznego wytrysku. Wpadł przytem na Grubego Jemmy’ego, który runął i, trzymając się kurczowo Old Shatterhanda, pociągnął go za sobą.
Ciężki Mokasyn ze strachu nie myślał nawet się wyrwać. Wkrótce jednak zmiarkował, że nadarza się okazja.
Wydając zwycięski okrzyk, drapnął ku dolinie. Ale nie zapędził się daleko. Musiał wyminąć Boba. Ten błyskawicznym ruchem uderzył go kolbą po łbie, wszakże siła ciosu powaliła jego samego. Murzyn chciał się zerwać, gdy stratował go jeden z przerażonych koni. Nie mógł się zatem podnieść. Krzyczał tylko:
— Wódz uciekać! Za nim! Za nim!
Ciężki Mokasyn, ogłuszony uderzeniem Boba, zachwiał się na nogach, lecz już po chwili pobiegł dalej.
Marcin, syn niedźwiednika, usłyszał krzyk murzyna. Widział, jak ucieka wódz, i pobiegł za nim. Czyżby miał uciec kat jego ojca? Nie! Ciało dzielnego chłopca było pokaleczone więzami; nie miał też przy sobie żadnej broni, a jednak,

179