Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/397

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   369   —

Zrobili tak, poczem odemknęli drzwi i wyszli. Ja powstałem, opierając się o ścianę i otworzyłem okiennicę, wychodzącą na wewnątrz. Na dworze było ciemno, lecz pomimo ciemności i gęstego deszczu dostrzegłem niebawem czterech ludzi, robiących coś koło okiennicy. Następnie doszło mnie miarowe skrzypienie dźwigni od sikawki. Przyśrubowali węża i pompowali z wszystkich sił. Jama z wodą znajdowała się tuż pod mem oknem. Od czasu do czasu dawał się słyszeć przyciszony głos komendy Halefa. Mały hadżi był mimo deszczu w swoim żywiole.
Na górze panowała cisza. Można się było domyślić, że pompowanie skutek odniosło. Prawdopodobnie łotry nie zdawali sobie sprawy, skąd woda pochodzi, ale wystrzegali się zdradzenia swej obecności. Starali się niewątpliwie usilnie otworzyć klapę nad schodami. Habulam wspomniał był, że weźnie z sobą świder w tym celu. Możliwe było w każdym razie, że wyrwą klamrę. Wtedy zeszliby na dół; dlatego przygotowałem się na przy-