Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/353

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   329   —

— Tak i dadzą się zamknąć silnymi drewnianymi ryglami.
— Możemy się więc postarać, żeby nocą nikt nie wlazł bez wywołania szelestu. A jak tam całkiem na górze wygląda?
— Jest tam otwarte ze wszystkich stron miejsce z dachem, spoczywającym na kamiennych kolumnach. Dokoła biegnie kamienna balustrada.
— Widziałem ją od zewnątrz. Tam pewnie wychodziła staruszka, by błogosławić swe dzieci.
— Terazby nie wyszła, bo dawny otwór zamurowany — rzekł Halef.
— To ma niezawodnie swój powód. Jak jednak wchodzi się do owej komnaty z pięknym widokiem? Ponieważ jest otwarta, więc tam deszcz pada, a woda spływałaby po schodach do dolnych komnat. Temu chyba zapobiegli.
— Tak, otwór schodowy zamknięty jest przykrywą, która daje się podnieść. Zarówno przykrywa, jako też otwór opatrzone są po brzegach gumelastyką tak, że szczelnie przystają do siebie. Podłoga nachyla się cokolwiek ku środkowi, a w murze jest dziura, którą woda może odpłynąć.
— Hm! Ta otwarta komnata może się dla nas stać niebezpieczną. Tamtędy wleźć można tutaj do nas.
— Na to za wysoko.
— O nie. Ta izba sięga tylko tak wysoko, że stojąc, głową dotykam powały. Jeżeli obie komnaty nad nami mają tę samą wysokość, to podłoga otwartej znajduje się najwyżej jedynaście łokci nad nami. Dolicz dwa łokcie muru, kryjącego komnatę z góry, to wyniesie to około trzynastu łokci.
— Trzebaby mieć merdiwan[1] tej wysokości, a taki pewnie tutaj się znajdzie.

— Ja też tak myślę. Czy przykrywę w podłodze można zamknąć?

  1. Drabina.