Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/342

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   320   —

— Tak jest rzekł dumnie. — Dostawca wygrywa bitwy i prowadzi wojowników do zwycięstwa. Bez niego niema odwagi, ani waleczności, tylko głód, nędza i choroba. Ojczyzna zawdzięcza mi wiele, bardzo wiele.
— Czy powinienem wspomnieć o tem w mej książce?
— Tak, wspomnij; proszę cię o to. Czy masz dużo dobrego do napisania o kraju padyszacha i o jego poddanych?
— Bardzo dużo — odrzekłem krótko, gdyż zauważyłem, że rozmowa schodzi na najmilszy dla niego temat.
— Ale także i nieco złego?
— Są przecież wszędzie ludzie źli i dobrzy.
— Czy wielu z nich u nas spotkałeś? Szczególnie w ostatnich czasach i to w tej okolicy.
Poruszył znowu te sprawy. Chciał zejść na ten temat.
— W takim razie czytelnicy dowiedzą się o wszystkiem. O gdybym dostał taką książkę!
— Nie mógłbyś jej przeczytać, gdyż nie będzie napisana w twoim języku.
— Możebyś mi przynajmniej teraz coś z niej opowiedział.
— Chyba później, gdy wypocznę.
— Polecę więc wskazać ci mieszkanie. Przedtem jednak mógłbyś mi opowiedzieć cośkolwiek.
— Jestem naprawdę bardzo znużony, ale na dowód, iż cenię życzenia moich przyjaciół, da ci mój towarzysz Halef krótki przegląd tego, co przeżyliśmy w czasach ostatnich.
— Niech więc zaczyna! Słucham.
Halefowi było bardzo przyjemnie, że miał opowiadać, gniewało go jednak, że ten człowiek wzywał go do tego w sposób tak krótki, rozkazujący. Wiedziałem co zaraz nastąpi.
— Pozwól najpierw — zaczął Halef — że zaznajomię cię z tym, który będzie łaskaw poświęcić ci swoje słowa. Jestem hadżi Halef Omar Ben hadżi Abul Abbas Ibn