Przejdź do zawartości

Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.
—   22   —

knęła do nas jakaś postać kobieca. Nie poznałem jej twarzy. Ona jednak pochwyciła mnie za rękę i przycisnęła ją do ust, zanim temu zdołałem przeszkodzić.
 — Spostrzegłam przy świetle pochodni, że to ty jesteś, effendi, i przyszłam ci jeszcze raz podziękować.
 Była to ziolarka Nebatia.
 — Co tu robisz na górze? — spytałem. — Czy byłaś tu już, gdy zabieraliśmy więźniów?
 — Nie. Niema uciechy dla serca mego, kiedy widzę takich nieszczęśliwych ludzi. Ale byłam na dziedzińcu kodży baszy, kiedy cię miano zasądzić. Panie, byłeś dzielnym, ale naraziłeś sobie także ciężkiego wroga.
 — Kogo? Mibareka?
 — Nie myślę o nim, chociaż i on cię nienawidzi. Ostrzegam cię przed kodża baszą.
 — Sądzę, że nie darzy mnie chyba szczególną życzliwością, ale go się jako wroga nie boję.
 — Proszę cię jednak, bądź ostrożny.
 — Czy to taka niedobra figura?
 — Tak. To naczelnik władzy, ale pocichu wspiera ludzi Szuta.
 — Ach, skąd wiesz o tem?
 — Bywał często nocą u Mibareka.
 — Czy się nie pomyliłaś?
 — Nie. Widziałam go dobrze przy świetle księżyca, a w ciemności poznawałam go po głosie.
 — Hm! Bywałaś tu na górze tak często?
 — Często, pomimo zakazu Mibareka. Ja lubię noce. To przyjaciółki człowieka. Noc zostawia człowieka sam na sam z Bogiem i nie dopuszcza, żeby mu przeszkadzano w modlitwie. Są też rośliny, których się szuka tylko w nocy.
 — Rzeczywiście

 — Tak, jak są rośliny, które pachną tylko w nocy, taksamo istnieją takie, które czuwają w nocy, a śpią we dnie. A tu na górze są takie przyjaciółki nocy, przy których przesiaduję chętnie, aby z niemi rozmawiać i czekać na ich odpowiedź... W ostatnich czasach przychodziło mi to znacznie trudniej, ale dzisiaj zdemaskowałeś mego