Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   20   —

lepszym urzędnikiem od ciebie! Jeżeli odrzucisz mój projekt, napiszę do makredża o wiele obszerniej, niżbyś sobie życzył. Milcz więc! To leży w twym własnym interesie.
Widziałem, że gotował się do odpowiedzi grubjańskiej, lecz się powstrzymał. Musiał to sobie powiedzieć, że działałby na swoją szkodę. Podniósł jednak zaraz inne uroszczenia:
— Niechaj więc on sobie zabierze swoje rzeczy, ale ja konfiskuję wszystko, co schwytani mieli przy sobie.
Chciał się schylić, aby podnieść woreczki z pieniędzmi i inne przedmioty.
— Stój! — rzekłem. — To już skonfiskowane.
— Przez kogo?
— Przezemnie.
— Czy masz prawo do tego?
— Pewnie! Zrobię wykaz i z tego także, a ty możesz służyć za świadka, ażebym nie sprzeniewierzył niczego. Potem jedno i drugie tj. spis i rzeczy poślę makredżowi.
— To wszystko ma być w moim ręku!
— I ty skorzystasz z przysługującego ci prawa. Skonfiskuj konie z tem, co do nich należy, a stanie się zadość twej woli. Wszystko inne biorę ja. Halefie, schowaj to wszystko!
Mały hadżi tak szybko stawił się na zawołanie, że w kilka sekund zniknęło wszystko w jego kieszeniach.
— Złodzieje! — mruknął Mibarek.
Nagroda nastąpiła w tej chwili. Harap Halefa dał mu wyraźną i bolesną odpowiedź.
Potem wyprowadzono uwięzionych na miejsce otwarte. Tam stała ciekawa publiczność, cisnąc się, aby zobaczyć złodziei.
Ibarek opowiedział donośnym głosem, że odzyskał szczęśliwie swoją własność. Nie szczędził nam pochwał.
Kawasi wzięli czterech aresztantów w środek i ruszyli z miejsca. Tłum szedł za nami, opowiadając sobie