Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   15   —

Basza wrócił niebawem. Przyniósł kilka starych latarni, kilka pochodni i sporą ilość smolaków. Reszta ludzi przyszła także z podobnemi przyrządami do oświetlenia, poczem cała gromada ruszyła z miejsca.
Pochód nocny do ruiny celem schwytania złodziei był czemś nadzwyczajnem. Coś podobnego nie zdarzyło się tam nigdy. Ludności się to spodobało. To też przyłączyli się do nas prawie wszyscy mieszkańcy miejscowości.
Ponieważ nie całkiem dowierzałem kodży i jego kawasom, musieli Osko i Omar pilnować Mibareka. Wzięli go pomiędzy siebie.
Przodem kroczyło kilku kawasów. Następował kodża z członkami sądu, a za nimi Mibarek ze swoimi stróżami, potem ja z Halefem i obydwoma powinowatymi oberżystami, a w tyle za nami pośpieszali starzy i młodzież Ostromdży.
Zabawne były wygłaszane o nas uwagi. Jeden twierdził, że jestem księciem krwi, drugi miał mnie za perskiego syna książęcego, trzeci przysięgał, że jestem indyjskim czarownikiem, a czwarty wołał głośno, że jestem następcą tronu z Moskwy i że przybyłem, aby kraj zdobyć dla Rosyi.
Im bliżej byliśmy ruiny, tem ciszej zachowywali się ludzie. Zrozumieli, że chcąc schwytać rozbójników, należy do tego brać się ostrożnie.
Wielu zatrzymało się tam, gdzie las się zaczynał. To byli trwożliwi, którzy zapewniali gorąco, że dlatego się tu ustawiają, żeby nie przepuścić złodziei, gdyby tędy rzucili się do ucieczki.
Gdyśmy doszli do miejsca otwartego, panowała już cisza grobowa. Bohaterowie byli zaniepokojeni. Opryszki mogli się każdej chwili ukazać, mogli stać za każdem drzewem po drodze. Stąpano tak cicho, jak tylko się dało, aby ich nie spłoszyć, a zarazem aby nie być tym, czy tą, ktoby musiał wdać się w walkę z nimi. Były bowiem przy tem także kobiety.
Ta cisza, pełna napięcia, doznała jednak raz krót-