Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Nie waż się! Nie ruszaj! Będę się bronił z całych sił!
— Ba! Gdybyś nawet nie był związany, byłbym się śmiał z twojej siły!
— Pierścień posiada złe czary, czary które cię zgubią!
— Właśnie te czary chcę poznać!
— Spójrz na moją pięść! Nie rozewrę jej; nie zabierzesz mi go, chyba, że mi rękę obetniesz!
— To nie jest konieczne: wystarczy jedno ściśnięcie. Uważaj, jak to się robi! Otworzę ci rękę z taką samą łatwością, z jaką ci drugą znaczyłem już krwią.
Ująłem lewą ręką kiść jego ręki, położyłem duży palec prawej na jej wewnętrzną część i zgięty palec wskazujący na jej zewnętrzne stawy środkowe, poczem ścisnąłem kości, stawowe tak, że sefir wydał okrzyk i musiał pięść otworzyć. Szybki chwyt, parę śrubowych obrotów pierścieniem na palcu — i ten ostatni znalazł się w mojej ręce.
— Patrz, już go mam! — roześmiałem się — Będę go nosił, jako pamiątkę. Jestem ci niezmiernie wdzięczny za okazaną gotowość ustąpienia mi go! W dowód wdzięczności pokażę ci, że ten otwór doprawdy jest początkiem przejścia, prowadzącego na wolność!
Wydał tylko głęboki ryk, zdawał się być dotknięty zwierzęcą wściekłością tak, że utracił

87