Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

mi powiedzieć, czem mogę panu służyć? Czy ma pan już plan ataku?
— Czy nie powinienem raczej pozostawić Ekscelencji tę pracę, godną Cezara albo Napoleona? Zależy mi tylko na wydobyciu mego Halefa całego i nietkniętego, reszta jest sprawą tutejszej władzy, której chętnie ustępuję tego zaszczytu.
— Dyplomata z pana! W razie niepowodzenia nie ponosi pan żadnej odpowiedzialności! Czy namiestnik wie już o napadzie na Piszkhidmet Baszi i o wymordowaniu jego ludzi?
— Nie ma o tem pojęcia!
— A więc nie powiemy mu nic. Od czasu, gdy wysłuchałam opowieści pana, nie przestaję o tem myśleć, że namiestnik z racji swych stosunków z Persją jest wspólnikiem Sefira. Ten ostatni jest pośrednikiem. Jak pan myśli?
— Tak, on albo Peder-i-Baharat, a może obaj jednocześnie. To, że zwrócono się właśnie do namiestnika, ma, mojem zdaniem, dwie przyczyny.
— Jakie?
— Po pierwsze — wiedziano o namiestniku, że jest przekupny, po drugie miejsca święte, o które przecież przedewszystkiem chodzi, znajdują się w jego obrębie.
— To słuszne. Otwiera mi pan oczy na prawdę.
— I to jest podejrzane, że stosunek jego

8