Strona:Karol May - Old Surehand 06.djvu/228

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Czy to grób skalny? — zapytałem Kolmę Puszi.
— Tak. Ten podpis oznacza moje imię i nazwisko, Emilia to moje imię chrześcijańskie. „Generał“ leży właśnie na grobie mego brata tam, gdzie mnie wówczas przywiązał, gdzie w walce z nim zgubiłam ślubną obrączkę.
— Ślubną obrączkę? Czy to ta?
Zdjąłem pierścionek z palca i podałem jej. Przypatrzyła mu się dokładnie, przeczytała pismo wewnątrz i zawołała z radością.
E. B. 5. VIII. 1842. To ona! To ona! To jest moją obrączką! Skąd ją macie, mr. Shatterhand?
— Zsunęła się z palca generałowi, kiedy mu w Helmers-Home wyliczano pięćdziesiąt batów.
— Co za przypadek, co za przypadek!
— To nie przypadek — rzekł na to Old Surehand. — Kto z tego nie pozna, że jest Bóg, kto z tego nie nauczy się wierzyć i modlić, ten stracony na wieki! Ja nie wierzyłem i nie modliłem się już od lat wielu, ale teraz się nawróciłem.
— Nagroda za to zaraz nastąpi — wtrąciłem. — Powiedzcież mi szczerze, odkąd nie modlicie się?
— Od kiedy mój opiekun, Wallace, powiedział mi, co się stało z moją rodziną. Od tego czasu szukam matki mojej, brata i siostry.
— A dlaczego przybyliście tu dzisiaj?
— U Wallace’a oddano dla mnie list, który zamawiał mnie na dwudziestego szóstego września do Devils-head. Miałem jednak nie wspominać nikomu o tem ani słówkiem.
— Ten list pochodził od generała, który was poznał na Llano i szukał. Chciał was zgubić i zwabił tu prawdopodobnie, by was zamordować.
— Generał? Cóż on ma wspólnego z temi sprawami?
— Ten generał, to Dan Etters, którego szukacie tak długo.
— Dan Etters...?! Panie Boże, możliwe to?