Strona:Karol May - Old Surehand 06.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Pshaw! Na co tu jest się odważać?
— Nie jestem sam!
— Tego we mnie nie wmówisz!
— Mam wielu pomocników, którzy zemściliby się na tobie.
— Któż to jest?
— To moja rzecz!
— W takim razie ja nie potrzebuję zważać na to. Zresztą mówisz to tylko dlatego, żeby we mnie trwogę wzbudzić i siebie przez to ocalić. Ale Old Wabble, the king of cowboys, nie da się w kozi róg zapędzić! Wiemy dobrze, ilu masz pomocników i jacy oni są.
— Nic nie wiesz, nic!
— Oho! Jest tu z nami Shelley, któremu wyjawiliście wszystko w Topece. Chcieliście go zabrać z sobą, lecz potem zostawiliście, obegrawszy go do cna. Masz z sobą sześciu drabów, których każesz nam się bać. Oni siedzą przy Foam-Cascade, a ty poszedłeś tu sam, żeby szukać w tajemnicy przed nimi. Nas nie otumanisz! Jesteś sam i nikt ci nie pomoże!
— Mylisz się, stary łotrze! Miej się na baczności, bo za wszystko, co mnie uczynisz, zapłacisz dziesięćkrotnie!
— Zowiesz mnie łotrem, największy opryszku tej części świata? — wybuchnął starzec z wściekłością. — Przypomnę ci za to Helmers-Home. Dostaniesz pięćdziesiąt kijów, jak wówczas, tylko silniejszych, gdyż wtedy udawałem tylko wielki rozmach. Czy zgadzacie się, chłopcy, żeby mu je wyliczyć i to natychmiast?
— Owszem, niech dostanie pięćdziesiąt, ale słonych! — zawołał pierwszy Shelley. — On mnie porządnie oskubał w Topece!
Reszta przystała na to z głośną radością, a jeden rzekł jeszcze donośniej:
— Zarazem wćwiczymy się do obicia Winnetou, Old Shatterhanda i jego ludzi, którzy powinni dostać dziesięć razy tyle batów za to, że nam... (ale tego nie musi wiedzieć ten opryszek) zostawili kartkę zamiast