Strona:Karol May - Old Surehand 04.djvu/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Ale w tym krótkim czasie stało się wiele smutnych rzeczy. Hrabia przyrzekł ci wziąć cię za żonę?
— Tak.
— A ty mu uwierzyłaś?
— Tak. Dał mi pismo, w którem mi to obiecał.
— Uff! Masz jeszcze to pismo?
— Leży w moim pokoju.
— Dasz je bratu swojemu?
— Weź je! Czy mi przebaczysz? — zapytała z wahaniem.
— Przebaczę tylko wtedy, jeśli mi będziesz posłuszna!
— Będę. Co rozkażesz mi uczynić?
— O tem dowiesz sto później. Teraz wsiądziesz na konia i pojedziesz z powrotem do hacyendy po wszystkich synów Misteków. Powiesz im, że ich potrzebuje książę Tekalto. Zostawią wszystko i przybędą.
— Już idę.
Z temi słowy dosiadła konia i odjechała.
Wódz zauważył, że hrabiemu wracają zmysły. Spojrzał nań wzrokiem pogardliwym i rzekł:
— Blada twarz nie znajdzie łaski, bo kłamała!
— O jakiem kłamstwie myślisz? — zapytał hrabia.
— Twierdziłeś, że Meksykanie są za wzgórkiem.
— Powiedziałem prawdę, lecz oni sami poszli za mną, bez mojej wiedzy.
— Wołałeś także o pomoc! Byłbyś może łaski dostąpił, lecz to teraz przepadło!
Odwrócił się dumnie i nie popatrzył już na jeńca. Niebawem przyszedł Serce Niedźwiedzie, przyłożył znalezione zioła do głowy Helmersa i obwiązał ją.
Pasterze także skończyli byli swą pracę. Zrobili z gałęzi i koców zabitych Meksykanów bardzo miękkie i wygodne nosze i przymocowali do dwu koni, które miały powoli iść obok siebie. Na tem umieszczono Helmersa.
— Co będzie z hrabią? — zapytał jeden z wakerów.