Strona:Karol May - Old Surehand 01.djvu/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rozumnych mężczyzn. W razie różnicy zdań naradzimy się, mr. Cutterze.
— Well, naradzimy się. A potem?
— Potem postąpimy wedle zdania słusznego.
— A jeśli drudzy nie uznają tego właśnie zdania za słuszne?
— W takim razie okażą się głupimi, a z głupimi ludźmi nie zwykłem obcować.
— Co... ja... jaaak? — spytał.
Mina, jaką przybrał teraz była wprost nieoceniona: częścią mina chytrego lisa, częścią owcy, mającej zabeczeć. Stał jakiś czas bez ruchu, a potem potrząsnął wszystkimi członkami ciała i rzekł:
— Głupimi zatem, głupimi, a z głupimi nie obcujecie. Sądzicie zatem, że to tylko my możemy być głupi.
— Twierdzę tylko, że nigdy nie wystąpię przeciw dobremu i słusznemu zdaniu.
— Aha, tak! A jeśli wasze zdanie będzie słuszne, my zaś tego nie uznamy i nie zechcemy uczynić tego, czego żądacie?
— W takim razie zostawię was i pójdę swoją drogą.
— Sam?
— Tak jest, sam!
— Ale w takim wypadku nie będzie można wykonać tego, co się będzie miało wykonać!
— Owszem, bo ja sam wykonałbym to. Człowiek rozumny dokaże więcej sam i bez pomocy, aniżeli mając przy sobie trzech lub dziesięciu psujących mu jego dzieło.
— A więc to znaczy: Old Shatterhand nie myśli nigdy głupio, więc wszystko musi iść za jego wolą, a jeśli się tak nie stanie, to ucieknie?
— Tak mniej więcej, choć nie tak ostro.
— Ależ to zupełnie tak samo, co, gdybyśmy was obrali komendantem!
— Nie, ponieważ nie macie mnie słuchać zawsze