Strona:Karol May - Old Surehand 01.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ani słowem; teraz dopiero przystąpił do mnie Parker i zapytał:
— Czy to na seryo, sir?
— Oczywiście!
— Chcecie im naprawdę dać wolność?
— Tak.
— Nie bierzcie mi tego za złe, lecz muszę wam powiedzieć, że to błąd, który...
Przerwałem mu krótkiem surowem zapytaniem:
— Czy wiecie już teraz, kto jestem?
— Yes.
— A więc już nie mr. Charley, którego uważaliście za pół idyotę a za całego głupca?
— Nie, lecz Old Schatterhand, sir.
— A więc milczcie i nie próbujcie mi dawać przepisów, lub krytykować tego, co czynię. Możecie być dobrym człowiekiem i pożytecznym westmanem, ale usunąłem się z pod waszej krytyki jeszcze, zanim nogę postawiłem poraź pierwszy na dzikim Zachodzie. Kto słynnego ogiera Old Shatterhanda, hatatitlę[1], może wziąć za konia dorożkarskiego, ten nie śmie dawać mi nauk. Basta!
Po tem napomnieniu odwróciłem się od niego. Miałem powód przemawiać doń w ten sposób. Był dla mnie wprawdzie wczoraj uprzejmy, potem jednak okazał, że myśli o sobie bardzo wiele, chociaż nie mógł się porównać z pierwszorzędnymi westmanami. Gdybyśmy mieli pozostać razem, a on chciał mieć nadal to poczucie, mógł nas łatwo wprowadzić w wielkie kłopoty. Stąd pochodził ten sposób nagany, wyglądający na samochwalstwo, obce zresztą mojej naturze.

Komancze dosiedli koni, skinęli mi z podziękowaniem głową i odjechali, nie zaszczyciwszy nikogo pożegnalnem spojrzeniem. Tego było nawet dla Old

  1. Błyskawica. Brat jego, ogier wodza Winnetou, nazywał się ilczi — wiatr.