Strona:Karol May - Old Surehand 01.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nieść głowę, bierze nóż w prawą rękę, nacina mu skórę nad uszami przez czoło i tył głowy i próbuje silnem szarpnięciem skalp oderwać, co mu się jednak nie całkiem udaje. Grzechotnik ocuca się pod wpływem okroppnego bolu i chwyta Komańcza za ręce. Zaczyna się mocowanie, z którego Wielki Bawół musi wyjść zwycięzcą, gdyż tamtemu krew oczy zalewa.
„Tymczasem Wintersowi udało się polowanie; objuczony zdobyczą powraca do domu. Znalazłszy trop Komancza, zląkł się i skrada się nim dalej. Wyszedłszy zza rogu kaktusowego lasu, widzi walczących ze sobą Indyan i bierze z powodu santillowego koca i czapki Komańcza za Apacza. Składa się czemprędzej i strzela do ociekającego krwią przyjaciela, ale nie trafia go dzięki wielkiej odległości. Komancz odwraca się na odgłos strzału, spostrzega nowego wroga, rzuca się, zostawiwszy strzelbę na ziemi, na apaczowego mustanga, wskakuje nań i ucieka. Grzechotnik, oszalały niemal z bolu i z wściekłości, wyciera sobie krew z oczu i spostrzega umykającego przeciwnika i zostawionego przezeń konia. W tej chwili dosiada go i pędzi za nim, zrywając sobie z bioder lasso, a długi Winters patrzy na to w osłupieniu, gdyż nie może sobie wytłomaczyć tego, co się dzieje. Ponieważ biały zamykał drogę na prawo, a na lewo nie można było uciec z powodu kaktusów, pędzi Komancz ku kenionowi, wiedząc, że prostopadłą prawie ścianą prowadzi w głąb niebezpieczna, co prawda, ale zawsze ścieżka. Nie przeczuwa, że tam na dole znajdują się trzy blade twarze.
„Widzicie tam za wodą wyskok skalny, wązką, ciągnącą się w dal krawędź? To wspomniana ścieżka. Uciążliwa dla pieszego, jest wprost niebezpieczną dla jeźdźca — więc zdziwiliśmy się niemało, kiedy z góry doleciał nas tętent cwałujących koni. Z powodu wysokości ujrzeliśmy najpierw głowy obu jeźdźców, lecz im niżej zjeżdzali, tem dokładniej widzieliśmy ich postacie. Przodem biegł mustang Apacza, a jeźdźca na nim wzięliśmy.z powodu koca i czapki za Grzechotnika. Za nim