Strona:Karol May - Old Surehand 01.djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w pierwszych dwu godzinach; potem się ściemni a jutro nie rozpoznają już nic i nie dowiedzą się, dokąd pojechaliśmy. Jeśli więc teraz przez dwie godziny będziemy jechali na wschód, a oni pójdą za nami, przypuszczą, że udaliśmy się tam, skąd przybyliśmy. Zdanie to znajdzie jeszcze oparcie w tem, że wierzą, iż przyjechaliśmy tylko dla uwolnienia was, że osiągnęliśmy ten cel i odjechaliśmy napowrót. To musi ich uspokoić; czy wam się tak nie zdaje, mr. Surchandzie?
— Obliczenie wasze jest bardzo słuszne — zgodził się, ale dodał w zamyśleniu: — Jeśli to właśnie nie naprowadzi ich na myśl właściwą, że znajdą brzeg nieobsadzony.
— Na jaką myśl?
— Że wypłataliśmy im figla.
— Na tę myśl wprawdzie przyjdą, ale nie odgadną właściwego figla, lecz fałszywy. Nie pomyślą, że wróciliśmy, lecz będą pewni, że opuściliśmy rzekę tak rychło tylko dlatego, ażeby podczas daremnego szukania ich tutaj zyskać sporo na czasie i ujść pogoni. Tak, gdyby przeczuwali, że wiemy, dokąd zmierzają!
— Tego nie przeczuwają, macie słuszność. Jeśli teraz wyruszymy, będziemy mogli skręcić już za dwie godziny, i nie dostrzegą tego.
— Zresztą jestem pewien, że teraz znajdują się jeszcze z tamtej strony nad brodem. Nie możemy niestety napoić teraz koni. Zobaczyliby to i wywnioskowaliby, że mamy zamiar odjechać. Ale będą wnet miały wodę, gdyż nie pójdą drogą, którą przybyliśmy tutaj, lecz podążymy do rzeczki, którą owi dwaj Komancze w dół pojechali. Nie czekajmy już dłużej, bo czas.
Ruszyliśmy wzdłuż brzegu rzeki i staraliśmy się między nim a sobą mieć jak najwięcej zarośli, ażeby nie zobaczyli nas ewentualni szpiegowie po drugiej stronie. Dojechawszy w godzinę mniej więcej do ujścia wspomnianej rzeczki, skręciliśmy w jej dolinę, ażeby po napojeniu koni pojechać przeciw prądowi. Jecha-