Przejdź do zawartości

Strona:Karol May - Na dzikim zachodzie.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

 — A umiesz przeczytać totem?
 Potrafi to wielu z pośród nas.
 — Oto go mas!
 Wyciągnąłem z kieszeni zapisane kartki i podałem starcowi. Wziął je do ręki i polecił swym ludziom:
 — Otoczcie kołem tę bladą twarz i nie puszczajcie jej z miejsca! Chce nas oszukać. Totem powinien być nacięty na skórze, a nie wypisany na substancji, którą biali zowią papierem. Taki papier nie może mieć nigdy znaczenia totemu.
 Ach! Nie może mieć nigdy znaczenia totemu! Więc stąd ten błysk zadowolenia w oczach wodza, gdym mu polecił pisać na papierze. To, co narysował, nie było równoznaczne z totemem i nie chroniło mnie! Nie zbiło mnie to jednak z tropu: miałem ochronę w czemś innem. Wskutek wezwania starca Indjanie znów się stłoczyli dokoła mnie. Podniosłem więc strzelbę i zawołałem:

 — Odstąpcie precz! Słyszeliście o tej broni zaczarowanej, z której mogę strzelać bez przerwy? Kto wyciągnie po nią rękę, temu strzelę w łeb. Rozstąpcie się! Nie mam