Przejdź do zawartości

Strona:Karol May - Na dzikim zachodzie.djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

strony, tworząc rodzaj żywopłotu na wschód i zachód, co było dla mnie okolicznością korzystną. A więc tu, we wgłębieniu Makik-Natun, rozstrzygnąć się ma los jeńców! Oczywiście, moje życie również będzie wisiało na włosku. Indjanin bowiem, gdzie indziej nawet skłonny do pokojowego załatwiania zatargu, w obliczu grobów wojowników, którzy padli w walce, staje się uosobieniem nienawiści, upostaciowaną żądzą zemsty.
 Jak widać, dla przeprowadzenia swych planów niezbyt bezpieczne wybrałem miejsce. Musiałem się na nie zdecydować, gdyż ze względu na możliwość egzekucji w dniu jutrzejszym, nie można było sprawy odkładać.
 Dotarliśmy tymczasem śladami Komanczów do miejsca, odległego o jakieś pół godziny od Żółtej Góry. Skręciliśmy teraz na zachód. Jakiś czas jechaliśmy pod górę; wreszcie zatrzymaliśmy się, nie docierając do szczytu.
 — Czy zsiądziemy z koni? — zapytał Perkins.

 — Tak — odrzekłem. — Gdybyśmy dotarli