Strona:Karol May - La Péndola.djvu/37

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    siadłszy przed sądem, kazali się zameldować u prokuratora.
    Gdy weszli do jego kancelarji, komisarz rzekł sucho:
    — Oto Sternau.
    — Doskonale — odparł prokurator. — A, to pan kapitan? Czemu mam zawdzięczać tę miłą niespodziankę?
    — Przyszedłem tu, by swego kuzyna, doktora Sternaua, przedstawić nieco inaczej, aniżeli słowami: oto Sternau.
    Prokurator uśmiechnął się i, uprzejmie skłoniwszy głowę w stronę doktora, rzekł:
    — Muszę przyznać, że wolałbym poznać pana gdzie indziej. Mam jednak nadzieję, że to jakieś nieporozumienie, które wyjaśnimy.
    — Jestem o tem przekonany. Proszę, niech pan zbada te papiery.
    Po tych słowach Sternau podał prokuratorowi plikę papierów. Prokurator zaczął je przeglądać. Im dłużej czytał, tem częściej spoglądał ze zdumieniem na Sternaua. Wkońcu rzekł:
    — Ależ pan ma polecenia, które muszą przekonać największego pańskiego wroga. Oto moja ręka. Bądźmy przyjaciółmi; niech mi pan pozwoli być mu pomocnym w tej całej dziwnej historji.
    Sternau odparł:
    — Zgoda, bądźmy przyjaciółmi. Mam nadzieję, że mi pan, prokuratorze, nie odmówi swej pomocy, gdybym jej potrzebował.
    Prokurator zwrócił się do komisarza i skarcił go surowo:

    35