Strona:Karol May - La Péndola.djvu/31

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    prawo. Czy pan widzi tego człowieka w szarym płaszczu?
    — Z parasolem pod pachą? Któż to taki?
    — Sam pan książęcy komisarz policji. Zauważył nas z pewnością i założę się, że go wkrótce zobaczymy w leśniczówce, domyśli się bowiem, że pan jest doktorem Sternau.
    Pan komisarz zatrzymał się na widok przejeżdżających powozów. Skoro minęły go, udał się śpiesznie do swego biura.
    Po niedługim czasie całe towarzystwo przybyło do Reinswalden i rozgościło się w leśniczówce.
    Wieczorem Sternau opowiadał raz jeszcze, już ze wszystkiemi szczegółami, swe przygody w Hiszpanji.
    Alimpo i Elwira pozostali przy chorych. Razem z nimi siedział tam do późnego wieczora i Kurt, któremu przypadła do serca ta wzorowa para. Chłopak umiał nieco po francusku i cieszył się ogromnie, że może porozumiewać się w tym języku. —
    Nastepnego dnia pierwszy wstał leśniczy. Ubrawszy się, wyszedł na podwórze, gdzie znalazł Ludwika, zajętego karmieniem psów.
    — Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, siedem, osiem, — ależ brak jednego? — rzekł do Ludwika.
    — Panie kapitanie, ja, ja...
    Ludwikowi strach odebrał mowę.
    — No co, mówże — zapytał leśniczy ostro.
    — Ja... Brak jednego psa...
    — Widziałem już. Któregoż to?
    — Waldiny. Zdechła, poprostu zdechła...

    29