Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Co ty dobrego robisz, effendi? — zauważył Ben Nil. — Drażnisz go niepotrzebnie, i wręcz nie poznaję cię teraz. Byłeś zawsze tak roztropny. Teraz pogorszyłeś sprawę nie do naprawienia.
— Nie obawiaj się! Ja mu tylko pokażę, że nie on mnie, lecz ja jemu napędzę strachu.
Ibn Asl przyniósł z kajuty obcęgi i podniósł je wgórę, wołając:
— Temu synowi przeklętej suki trzeba nąprzód wyrwać paznokcie u palców. Kto się tego podejmie? Oderwało się kilka głosów naraz: ja, ja, ja. Z pomiędzy zbitych w grupę łowców wystąpił silny i barczysty drab, wyciągnął rękę po obcęgi i prosił:
— Daj mnie, panie! Wiesz o tem dobrze co ja potrafię, bo mnie to nie nowina.
— Dobrze, zgadzam się i mam nadzieję, że nie zawiedziesz moich oczekiwań.
Drab chwycił obcęgi, stanął przede mną i kłapał niemi przez dłuższą chwilę, dając mi do poznania, jak błoga czeka mnie przyjemność. Potem pochylił się nade mną, by mnie obrócić, bo ręce miałem związane wtyle. Na to tylko czekałem. Drab chełpił się ze swoich zdolności do okrucieństw i znęcania się nad bezbronnemi ofiarami, i dlatego nauczka była dla niego bardzo pożądana, gdyby nawet zagrażała jego życiu. Zebrałem wszystkie siły; w okamgnieniu skurczyłem kolana i, wyprężywszy nogi nagłym

66