Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Nie rozpaczaj, nie narzekaj — upominał go Ben Nil — bo to przeszkadza effendiemu w myśleniu! Bądź więc cicho, a on już znajdzie jakiś sposób wyjścia z tej niedoli, inaczej zaszkodzisz nam obu, a sobie nic nie pomożesz. Nie uczyniłeś zresztą Ibn Aslowi nic złego, więc nie ma prawa krzywdzenia cię
— Jakto, czy nie słyszałeś, co on mówił? Posądza mnie o to, że jestem z wami w zmowie, I dlatego zgotuje mi ten sam los, co wam.
Stary wydał mi się wielkim egoistą, bo myślał i mówił tylko o sobie, a o los wnuka, któremu groziło większe niebezpieczeństwo, bynajmniej się nie troszczył. Co do tego, to przypuszczenia moje okazały się mylne. Jeszcze w Gizeh przekonałem się, że nie należy on do rzędu bohaterów, a że obecnie schwytano go nagle i niespodziewanie w pułapkę, stracił biedak głowę całkowicie. Gdy Ben Nil zwrócił mu uwagę, że skargi te obrażają mnie i niepokoją, zwrócił się do mnie:
— Przebacz, effendi, sam nie wiem, co mówię, straciłem panowanie nad sobą. Wiem zaś, ile mam ci do zawdzięczenia, i pragnę w jakikolwiek sposób okazać ci to czynem. Mów więc co mam czynić, a zastosuję się w zupełności!
— Nie narzekaj i poddaj się losowi z rezygnacją, oto wszystko, czego żądać mogę od ciebie w tej chwili.
Ominęliśmy wyspę, płynąc nierozdzielonem

62