Strona:Karol May - Benito Juarez.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Andreas Straubenberger.
— An — dr — eas Strrrr — rau... Niech djabli porwą te niemieckie nazwiska! Kto to potrafi wymówić? Prościej byłoby wymówić André.
— André? Nazywają mnie tak czasami. André i Andrzej to równoznaczne imiona.
— Może jesteście małym André?
Mały strzelec zdumiał się i zapytał:
— Do licha, skądże wiecie, jak się nazywam?
— A więc jesteście naprawdę małym André? W takim razie skłamaliście, gdym was pytał, czy jesteście zwolennikiem Juareza.
— Co też wam strzeliło do głowy! Ani mnie ziębi, ani grzeje sprawa Juareza.
— Możecie mówić ze mną otwarcie. Jestem gorącym patrjotą; kocham Juareza. Mieliście tego dowód przed chwilą; widzieliście przecież, jak traktowałem tego Francuza, nie bacząc na niebezpieczeństwo. Dam wam jeszcze lepszy dowód. Czy słyszeliście kiedy o sennoricie Emilji?
— Sennorita Emilja? Dużo jest kobiet tego imienia. Więc cóż z tą sennoritą Emilją?
— Powiedzcie naprzód, czy ją znacie?
— Słyszałem o niej.
— Nie widzieliście jej nigdy? W takim razie zobaczycie ją zaraz, sennor André.
— Ciekaw jestem, gdzie.
— W jej mieszkaniu; prosi, abyście do niej przybyli.
— Kiedy przejeżdżałem ulicą, jakaś pani stała na

35