Strona:Karlinscy.djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

Napisz do ojca — niech dziś zamek podda,
A będziesz wolny jeżeli się zgodzi.

IZYDOR.

Inkaustu mi dajcie i pióro... (pisze.)

FRANZ STILL (do siebie.)

Jak dla mnie!
Zabił współzawodnika co zawadzał,
Niemniej go użyć trzeba za narzędzie,
A może wodzem naczelnym zostanę,
Jeżeli me ramię ten zamek zdobędzie!

IZYDOR.

O to list! panie Zborowski!

ZBOROWSKI (czyta.)

„Mój ojcze!
„Jam umrzeć gotów — połączym się w Bogu!
„Na miłość moją zaklinam cię ojcze,
„Nie poddaj zamku jakoć Polska droga!...
„Błogosław syna, coć się do stóp ściele,
„Co godzien zginąć jak ojcowie śmiele!...“

KARLINSKA.

Litości! co ja pocznę! dziecko moje!...

FRANZ STILL.

Wyprowadź panie tę straszną kobietę,
Głosu jej słuchać nie mogę.

ZBOROWSKI.

Rozkujesz?

FRANZ STILL.

Nigdy! tak drogi wódz kazał konając.

ZBOROWSKI (do Karlinskiej.)

Chodź raz ostatni ze mną — przeprowadzę
Cię ostrzem szabli przez te wrogów tłumy,
Błagać trza męża — albo go przymusić
By zamek wydał Maksymilianowi.