Strona:Karlinscy.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.
ŻOŁNIERZ.

Dziś niewidzialny po wczorajszej uczcie,
Tam! jak zabity chrapie w swej komnacie!

ZBOROWSKI.

Ja go obudzę!

ŻOŁNIERZ.

Drzwi zamknięte panie!

ZBOROWSKI.

Ja je otworzę! (rozbija drzwi szablą i wchodzi.)

FROSCH (przy Izydorze.)

Na tem posłaniu jak się spi pan Polak?

(Izydor milczy.)


FROSCH.

Głuchy pan Polak — spi — to obudzimy —
(daje mu szczutka.)

INNY ŻOŁNIERZ.

Głuchy pan Polak — (targa go za ucho.)

INNY (pijąc.)

Ha! ha! ha! ha! ha! zdrowie!
Niech żyje wolność, co się jutro skończy!

(Wchodzi) ZBOROWSKI (z wodzem.)

Kto go tu przykuł.

WÓDZ SCHMERZENFROH.

Ja!

ZBOROWSKI.

Rozkuć natychmiast!

WÓDZ.

Nigdy — chciał uciec — więc będzie przykuty!...
Grzmoty i piorun! niech się raz nauczą
Słuchać i milczeć!