Strona:Juljusz Verne - Dwaj Frontignacy.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Frontignac.
Nie domyślasz się? — Słuchaj! Wczoraj wieczorem siedzę sobie tu przy tem oknie — i palę melancholicznie jedno z twoich wybornych cygar, myśląc... o niektórych siwych włosach, które Dominik czesząc mnie wynalazł. Nagle, słyszę jakiś lekki okrzyk. Wychylam się przez okno — podnoszę głowę — spostrzegam Maryę, która opuszcza kłębek nici. Chwytam w przelocie, piszę prędko na kawałku papieru: „Panno Marjo! — mój synowiec usycha z miłości ku pani — jeżeli mu nie będziesz wzajemną — znam go — on gotów sobie co zrobić.” Zakładam papier ten w kłębek — daję znak... kłębek idzie w górę.