Strona:Juljusz Verne-Wyspa tajemnicza.djvu/332

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Łódź musi być pod arkadą tej ostatniej skały! — rzekł inżynier.
— Jest, panie inżynierze! — rzekł Ayrton, przyciągając lekką łódkę.
— Wsiadajmy! — rzekł Cyrus.
Popłynęli na lekko kołyszących się falach, a gdy łódź wpłynęła do groty, Ayrton skrzesał ognia i zapalił latarnię; ustawił ją na przodzie statku, aby przed siebie rzucała światło i, robiąc wiosłami, zapuścili się w ciemne otchłanie pieczary. Ne[1] było już „Nautilusa”, z którego bijące światło wszystko dokoła rozjaśniało. Być może, iż światło elektryczne, podsycane ciągle potężnem ogniskiem, rozchodziło się jeszcze w głębi fal, ale żaden odblask nie dochodził z otchłani, w której spoczywał kapitan Nemo.
Jakkolwiek latarnia słabe rzucała światło, mogli jednak posuwać się coraz dalej, trzymając się prawej strony groty. W pierwszej części panowała grobowa cisza, dopiero dalej Cyrus Smith słyszał wyraźnie jakby huk grzmotów, dochodzący z wnętrza góry.
— To wulkan ryczy! — rzekł do Ayrtona.
Obok tego odgłosu, silna woń siarki czuć się dawała, a duszące wyziewy chwytały za gardło inżyniera i jego towarzysza.
— Tego właśnie obawiał się kapitan Nemo — wyszeptał Cyrus, i twarz jego pobladła nieco. — Ale cóż robić, trzeba wytrwać do końca.
— Więc dalej, w imię Boże! — zawołał Ayrton i, silniej robiąc wiosłami, szybko naprzód posunął statek, który też niezadługo , dopłynął do końca groty i zatrzymał się przy jej krańcowej ścianie.
Z pomocą latarni Cyrus przyglądał się równym częściom tej ściany, oddzielającej grotę od centralnego komina wulkanu. Jaka była jej grubość, czy wynosiła stóp sto, czy kilkanaście, tego oznaczyć było niepodobna — ale odgłos podziemny dochodził tak wyraźnie, iż to kazało wnosić, że nie jest zbyt gruba.
Zbadawszy ścianę w kierunku poziomym, inżynier przytwierdził latarnię do wiosła i zaczął się przyglądać wyższym częściom skały. Tu, przez zaledwie widoczne szczeliny, wydobywał się ostry dym, zatruwający powietrze pieczary. Pęknięcia tworzyły różne zygzaki na ścianie bazaltowej, a wyraźniejsze i głębsze były zaledwie o parę stóp oddalone od powierzchni wody, zalewającej dno groty.
Cyrus zamyślił się głęboko, poczem rzekł zcicha:

— Tak, kapitan miał słuszność; stąd zagraża niebezpieczeństwo, niebezpieczeństwo straszne!...

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – Nie.