Strona:Juljusz Verne-Wyspa tajemnicza.djvu/327

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Odrazu można było odgadnąć, z jakiego to ogniska rozchodzą się te jasne promienie, oświetlające jaskinię (str. 305).

dwustu ludzi dość byłoby pracy około ukończenia naszego nowego „Bonawentury”, bo chciałbym, aby już za dwa miesiące mógł być spuszczony na wodę.

Gorliwie zajęci pracą, zapomnieli o wulkanie, którego zresztą nie było widać z wybrzeża około Granitowego Pałacu. Kilka razy zdawało się, jakby czarne chmury zasłoniły słońce, błyszczące na nad-