Strona:Juljusz Verne-Wyspa tajemnicza.djvu/297

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
Penkroff, ostatni, opuścił się z pałacu po linie (str. 283).

— Na Bonawenturze, ma się rozumieć.
— Na Bonawenturze! — zawołał Ayrton. — Niema go już, niestety!
— Co! Niema już mego Bonawentury! — krzyknął Penkroff, podskakując wgórę.
— Tak — odpowiedział Ayrton. — Osiem dni temu rozbójnicy spostrzegli go w porcie, wypłynęli na morze i...