Strona:Juljusz Verne-Wyspa tajemnicza.djvu/293

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Spojrzeli na siebie ze zdziwieniem. Zdawało im się niewątpliwem, że rozbójnicy byli jeszcze w owczarni; bo któż inny mógłby wrota otworzyć? Ale czy obecnie wszyscy z niej wyszli, czy tylko jeden z nich oddalił się — na to pytanie trudno byłoby odpowiedzieć...
Harbert, który posunął się już o parę kroków za ogrodzenie, cofnął się nagle, chwytając Cyrusa za rękę.
— Co zobaczyłeś? — zapytał inżynier.
— Światło!
— W domku?
— Tak.
Wszyscy przeszli bramę i rzeczywiście ujrzeli słabe światełko w oknie.
— Naprzód! — zawołał Cyrus przytłumionym głosem — zbrodniarze są tam wszyscy razem i teraz już nie zdołają umknąć!
Gdy zatrzymali się przed zamkniętemi drzwiami domku, Cyrus skinął, aby pozostali na miejscu, sam zaś zbliżył się do okna. Na stole przy łóżku Ayrtona paliła się mała lampka; na łóżku leżał jakiś człowiek.
Cyrus cofnął się nagle i zawołał drżącym głosem.
— Ayrton!
Otworzyli drzwi i wpadli do izby. Ayrton spał; na twarzy jego widać było, że przebył długie i straszne cierpienia, na rękach i nogach były krwawe ślady po zdjętych niedawno więzach.
— Ayrtonie! — zawołał Cyrus, pochylając się nad nim i ściskając za rękę tak niespodziewanie odnalezionego towarzysza.
Ayrton otworzył oczy i przez czas pewien spoglądał na Cyrusa i na innych, jakby niedowierzał, że widzi ich rzeczywiście.
— Wy tutaj! — zawołał nakoniec — wy przy mnie!...
— Ayrtonie! Ayrtonie! — powtórzył Cyrus Smith.
— Gdzie ja jestem?
— W domku przy owczarni.
— Sam jeden?
— Tak!
— Ale oni wrócą! — zawołał Ayrton. — Brońcie się! brońcie!
Po tych słowach upadł bezsilny na łóżko.
— Gedeonie — rzekł inżynier — możemy lada chwila spodziewać się napaści. Wprowadźcie wóz na dziedziniec i starannie zamknijcie bramę.
Penkroff, Nab i reporter natychmiast spełnili polecenie inżyniera. Nie było chwili do stracenia. Kto wie nawet, czy już wóz nie dostał się w ręce zbrodniarzy. Zbliżyli się prędko do bramy, za którą Top warczał ciągle głucho. Inżynier i Harbert wyszli przed dom, gotowi w razie potrzeby biec na pomoc towarzyszom.
Księżyc tymczasem wysunął się z poza lasu, światło jego dozwalało widzieć dokładnie kępy drzew, piękną murawę i strumień, płynący w ogrodzonym palisadą obrębie.