Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/027

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Oczy jego zabłysły żywym blaskiem, ręka poczęła grozić.
Rozmowa ta bez słów mogła zainteresować widza najbardziej obojętnego.
W rzeczywistości bałem się odezwać.
Stryj mój w przystępie radości gotówby mnie udusić.
Ale stał się tak natarczywym, że trzeba było odpowiedzieć.
— Tak, ten klucz!... zwykły wypadek!...
— Co mówisz? — wykrzyknął z nieopisanem wzruszeniem.
— Patrz — rzekłem do niego, pokazując mu kartkę papieru, na której wypisałem wszystko. — Przeczytaj!
— Ależ to nie znaczy nic! — odpowiedział.
— Nic, zaczynając czytanie od początku, ale od końca...
Nie zdołałem dokończyć, gdy profesor wydał już nie krzyk, lecz wprost ryk.
W umyśle jego wyjaśniło się, wiedział już wszystko!
I, wziąwszy rękopis wyczytał cały, do ostatniej litery.
Brzmiało to, jak następuje:

Zejdź do krateru Yokula w Sneffels, gdzie w miesiącu lipcu najłatwiej dotrzeć.