Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 02.pdf/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


innego, odparł Indyanin, radzę ci stosować się do nich, dopóki tu będziesz, ten pokój będzie twoim i na noc będziesz zamykana w szańcu forteczki.
— A w dzień?..
— Będziesz mogła chodzić swobodnie wewnątrz fortecy.
Dopóki będziemy tutaj?... zapytała Zerma. Mogę wiedzieć, gdzie jesteśmy?
Tam, gdzie mi kazano was zawieźć.
— I pozostaniemy tu?..
— Jużem ci powiedział, co miałem do powiedzenia o więcej napróżnobyś zapytywała, bo nie będę już odpowiadał.
Po tych słowach, Squambo, któremu rzeczywiście nie było wolno powiedzieć nic więcej, wyszedł z pokoju, metyska zaś pozostawała sama przy dziecku.
Zerma spojrzała na dziecko, stanęły jej w oczach łzy, które czemprędzej obtarła, żeby Dy, po przebudzenia się nie spostrzegła, że ona płakała. Chodziło jej o to, żeby się dziecko oswoiło powoli ze swojem nowem położeniem, — może bardzo groźnem, gdyż można się było wszystkiego lękać ze strony Hiszpana.
Zerma rozmyślała nad tem, co zaszło od wczoraj. Widziała ona dobrze, iż pani Burbankowa i mis Aiicya szły w górę wybrzeża, podczas gdy czółno oddalało się od tegoż wybrzeża. Ich rozpaczliwe wołania, ich rozdzierające krzyki doszły ich uszu. Ale