Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 02.pdf/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nic ważnego. Na nieszczęście, jak się zdaje, federaliści biorą górę i należy się obawiać zupełnej przegranej dla sprawy niewolnictwa!
Texar zrobił gest, oznaczający, że mu to obojętne.
— Co prawda, nie trzymamy ani z Południem, ani z Północą! — odpowiedział tamten.
— Nie, nam o to tylko idzie, dopóki się szarpią te dwa stronnictwa, ażeby zawsze stać po stronie, gdzie jest więcej do zyskania!
Słowa te wiernie odmalowały Texara. Łowić ryby w mętnej wodzie wojny domowej — oto, do czego dążyli ci dwaj ludzie.
— Ale — dodał on — co się działo przez ten tydzień specjalnie we Florydzie?
— Nic takiego, czegobyś nie wiedział. Stevens jest ciągle panem rzeki, aż do Picolata.
— I czy nie zamierza przypadkiem popłynąć dalej Saint-Johnem?
— Nie. Kanonierki nie myślą o rozpoznaniu południa hrabstwa. Zresztą, sądzę, że to zajęcie niedługo już potrwa, a wtedy federaliści będą mogli krążyć po całej rzece!
— Co mówisz?
— Chodzi pogłoska, że Dupont ma zamiar opuścić Florydę, pozostawiając tylko dwa lub trzy okręty do blokowania wybrzeży!
— Czy to podobna?