Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 02.pdf/133

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Miejmy nadzieję, moi przyjaciele, trafiliśmy na ślad!
— Tak! — odpowiedział James Burbank — wyprzedził nas tylko o 48 godzin i jeśli nasz statek posłuży nam dobrze parę dni, dogonimy go!
— Czy znasz Saint-John powyżej jeziora Jerzego? — zapytał Edward Carrol mieszkańca osady.
— Znam... i nawet płynąłem nim w górę na przestrzeni przeszło stu mil.
— Czy sądzisz, że byłby żeglowny dla takiego statku, jak nasz?
— Ile wasz statek bierze wody?
— Około trzech stóp — odpowiedział Mars.
— Trzy stopy? W niektórych miejscach będzie trochę płytko; jednak, gruntując przesmyki, zdaje mi się, że dotrzecie państwo do jeziora Waszyngton.
— A jak daleko będzie ztamtąd do jeziora Ochee-cho-bee? — zapytał p. Carrol.
— O, jakie stopięćdziesiąt mil.
— Dziękuję ci, mój przyjacielu. Siadajmy i płyńmy, dopóki nie zbraknie wody — zawołał Gilbert.
Wszyscy powrócili na miejsca. Ponieważ wiatr uciszył się wieczorem, wiosła zostały wprawione w ruch i energicznie wzięto się do sterowania. Zacieśnione brzegi rzeki znikły szybko: zanim noc zupełnie zapadła, posunięto się o kilka mil ku południowi. Nie pomyślano o przystanku, ponieważ można było odbyć nocleg na pokładzie. Księżyc był prawie w pełni; spodziewano się widnej nocy, Gilbert umie-