Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 02.pdf/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w zaroślach z trzcin przez który obydwaj przedostali się przed kilku godzinami. Na szczęście, następował odpływ, czółno mogło zatem iść z prądem, dążącym do swego naturalnego upustu. W trzy godziny później, przebywszy 20 mil, oddzielających Czarną Przystań od plantacji, Gilbert i Mars wylądowali w Camdless-Bayu.
Oczekiwano ich w Castle-House. Domowi nie rozeszli się jeszcze do swoich sypialni, niepokoiło ich bowiem to opóźnienie Gilberta i Marsa, którzy mieli zwyczaj powracać wczesnym wieczorem. Dlaczego ich nie widać? zapytywali jedni drugich. Co ztąd należy wnioskować? Czyżby znaleźli nowy ślad i poszukiwania ich odniosły skutek? Ileż obawy było w tem oczekiwaniu!
Nakoniec przybyli. Gdy kroki ich posłyszano, wszyscy wybiegli na powitanie.
— No cóż... Gilbercie? — wykrzyknął James Burbank.
— Alicja nie omyliła się, ojcze!... — odpowiedział młody oficer — To Texar porwał Dy i Zermę.
— Masz dowody?
— Przeczytaj to, ojcze — rzekł Gilbert, podając świstek papieru, na którym metyska napisała kilka słów.
— Tak, to hiszpan, nie można już wątpić. Ofiary swe zawiózł lub kazał zawieźć do starego fortu, w Czarnej Przystani. Tam przebywał, tając się przed wszystkimi. Biedny niewolnik, któremu Zerma po-