Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


VII.
Bądź co bądź!

Nie było-to jeszcze uderzeniem piorunu, lecz poprzedzającą go błyskawicą.
James Burbank zachował zwykły spokój, ale jakże się cała jego rodzina zatrwożyła! Dlaczego wezwano go do Jacksonville? Wszakże to był rozkaz, nie zaproszenie, stawienia się przed władzami. Czego chcą od niego? Czy to jest wstępem do śledztwa? Czy wolności jego, jeśli nie życiu, grozi niebezpieczeństwo? Jeśli usłucha rozkazu i opuści Castle-House, czy pozwolą mu doń powrócić? Jeśli nie usłucha, czy nie użyją przemocy? A w takim razie, na jakie niebezpieczeństwa, na jakie gwałty, rodzina jego będzie narażoną?
— „Nie pojedziesz, Jamesie!“ — Odezwała się pani Burbankowa i czuć było, że czyni to w imieniu, całego grona.