Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


hrabstw Florydy i pod sztandarem kwestyi niewolnictwa, zyskiwali codzień więcej gruntu pod nogami. Niezadługo, tak w Jacksonville, jak i w mieście św. Augustyna gdzie się już zgromadzili wszyscy awanturnicy i włóczęgi leśne, tak liczni w tej okolicy, — byliby panami, rozporządzaliby władzą, mieliby w swem ręku rządy wojskowe i cywilne. Milicye, wojska regularne przystałyby niebawem do tych zapaleńców, jak to zwykle bywa podczas zamieszek, kiedy gwałty są na porządku dziennym.
James Burbank był świadomy wszystkiego, co się działo dokoła, gdy kilku ludzi, którym ufał, powiadomiało go o przebiegu rzeczy, gotujących się w Jacksonville, wiedział on że, Texar pojawił się tam znowu, że jego zgubny wpływ oddziaływa na pospólstwo, które tak samo jak on, było pochodzenia hiszpańskiego. Gdy taki człowiek stanął na czele miasta, Camdless-Bay było bezpośrednio zagrożone.
James Burbank przygotowywał się więc na odpór, gdyby był możliwy, lub na ucieczkę, jeśliby wypadło oddać Castle-House na pastwę ognia i grabieży. Głównie i nieustannie zajęty był zabezpieczeniem swojej rodziny i przyjaciół.
W ciągu tych kilku dni, Zerma, poświęcając się bez granic, nie przestawała czuwać nad okolicami plantacyi, szczególniej od strony rzeki. Kilku niewolników, wybranych z pomiędzy najinteligentniejszych i najlepszych, dzień i noc znajdowało się na posterunkach, przez nią wskazanych.