Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/72

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


porze roku, dawały skromne prowizye. Ale mieszkańcy Czarnej Przystani musieli mieć inne środki utrzymania, wiadome tylko Texarowi i Squambo.
Co się tycze bezpieczeństwa blockhauzu, nie jestże on obwarowany samem położeniem swojem w centrum tego niedostępnego schroniska? Zresztą, któżby go chciał napastować i w jakim celu? Gdyby ktoś podejrzany sprobował się zbliżyć, zaraz oznajmiłyby to dwa na wpół dzikie ogary, sprowadzane i używane dawniej przez Hiszpanów do polowania na murzynów.
Oto obraz siedziby Texara, godnej jego osoby; a teraz przystąpimy do opisu jego samego.
Texar miał podówczas lat trzydzieści pięć; był średniego wzrostu, silnej budowy, zahartowany życiem pędzenem pod gołem niebem i pośród przygód. Jako rodowity Hiszpan, miał włosy czarne i twarde, brwi gęste, oczy zielonawe, usta szerokie z wargami cienkiemi i wklęsłemi, jakby je pałaszem rozcięto, nos krótki, o nozdrzach niby zwierza dzikiego. Cała fizyonomia zdradzała człowieka chytrego i gwałtownego. Dawniej nosił on cały zarost, ale od dwóch lat, kiedy go do połowy spalił wystrzał w jakiejś tajemniczej awanturze, ogolił go, co jeszcze bardziej, uwydatniało ostrość rysów.
Przed jakiemi dwunastu latami ten awanturnik osiadł we Florydzie, w tym opustoszonym blokhauzie, którego nikt nie myślał mu odbierać. Skąd przybył, nikt tego nie wiedział, Jakie było jego dawniej-