Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie, przekazawszy córce szlachetne swoje przymioty, właściwe.
W chwili wyjazdu Gilberta, miss Alicya okazała wielką energią; pocieszając panią Burbank, powtarzała matce narzeczonego, że byłoto obowiązkiem pójść na wojnę, że kto się bije za tę sprawę, bije się tem samem za ludzkość i w ogóle za wolność. Miss Alicya miała wtedy lat dziewiętnaście. Była to pełna dystynkcyi blondynka z oczami prawie czarnemi, cerę miała świeżą, figurę elegancką i wyraz jej twarzy tak był ruchliwy, że najmniejszy uśmiech przeistaczał całą jej istotę. Śmiała się wiwidocznie całą duszą.
Dla uzupełnienia obrazu rodziny Burbanków, wypada naszkicować wierne ich sługi: Marsa i Zermę.
Gilbert, jak widzieliśmy z listu, nie wybrał się sam jeden, lecz towarzyszył mu Mars, mąż Zermy. Młodzieniec nie byłby mógł znaleźć bardziej przywiązanego towarzysza, od tego niewolnika z Camdless-Bay, który pozyskał wolność, stąpiwszy na terytorya przeciwne niewolnictwu. Ale względem Gilberta, Mars zawsze uważał się za niewolnika, nazywał go swoim „młodym panem“ i nie chciał go opuścić, jakkolwiek rząd federalny uformował już bataliony murzynów, w których mógł był znaleźć odpowiednie dla siebie miejsce.
Mars i Zerma nie pochodzili z rasy murzynów, lecz byli metysami. Przed siedmiu laty pobrali się oni, będąc niewolnikami pewnego kolonisty, Tickbor-