Strona:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


James Burbank, uściskawszy zonę i małą Dy, odpieczętował list, jaki mu oddano.
Ten list nie został otwarty podczas nieobecności. Z powodu położenia piszącego i jego rodziny we Florydzie, pani Burbankowa chciała, żeby jej mąż najpierwszy dowiedział się, co się w nim zawiera.
„Zapewne ten list nie przyszedł pocztą?“ zapytał James Burbank.
— O nie, panie Jamesie! odpowiedział Perry. Byłoby to zbyt nieroztropnie ze strony pana Gilberta!
— A kto się podjął przyniesienia?...
— Pewien Georgijczyk, na którego poświęcenie mógł liczyć nasz młody porucznik.
— Którego dnia przyszedł ten list?
— Wczoraj.
— Gdzież ten człowiek?...
— Odjechał tego samego wieczoru.
— Z dobrą zapłatą za usługę?...
— Tak mój drogi, z dobrą zapłatą, — odpowiedziała pani Burbankowa, — ale ją otrzymał od Gilberta, bo od nas nie chciał nic przyjąć.
Hallę oświetlały dwie lampy postawione na marmurowym stole przed szeroką sofą. James Burbank usiadł przy tym stole, żona i córka usiadły przy nim, a Edward Carrol, uścisnąwszy rękę siostrze, rzucił się na fotel. Zerma i Perry stali przy wscho-