Strona:Juliusz Verne - Wśród lodów polarnych (1932).pdf/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

mi szerokościami posiadają te same ukształtowanie.
Osobiście wierzę w wolne morze tak na wschodzie, jak i zachodzie.
— Dla nas niema to znaczenia, rzekł Hatteras.
— Nie powiem tego, odpowiedział Altamont, mogło by to i dla nas mieć pewne znaczenie.
— W jakim razie?
— Gdy pomyślimy o powrocie.
— A któż o nim myśli?
— Chwilowo nikt, ale przecież w pewnym miejscu, kiedyś zatrzymamy się.
— A gdzie to miejsce? pytał Hatteras.
— Po raz pierwszy pytanie to postawione zostało wprost amerykaninowi.
Altamont nie odpowiadał, kapitan powtórzył pytanie.
— Tam, dokąd dążymy, odpowiedział amerykanin.
— A któż to wie, wtrącił uspokajająco doktór.
— Utrzymuję jednak, mówił amerykanin, że o ile wracać będziemy przez morze podbiegunowe, będziemy zmuszeni spróbować dostać się na morze Kane‘go, które nas zbliży do zatoki Baffińskiej.
— Tak pan sądzi? pytał ironicznie kapitan.
— Tak sądzę, i przekonany jestem, że je-