Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/214

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


łek słoniny zaledwie ćwierć funta, ależ to wystarczy na zaspokojenie głodu przez cały dzień! Niosę go do ust...
Czyjaś ręka przytrzymuje moją. Odwracam się, zaledwie powstrzymując się od wymysłów. Poznałem gospodarza okrętu Hobbarta.
Teraz wyjaśniło się wszystko, wyjątkowe położenie Hobbarta, jego stan zdrowia i skargi fałszywe. W czasie rozbicia statku zdołał ocalić jakąś żywność, którą ukrył na zapas, zajadając sam, podczas kiedy my marliśmy z głodu! Och! nędznik!
Ale nie! Hobbart postąpił rozsądnie. Widzę, że jest to człowiek rozumny, oszczędny, a że schował w sekrecie przed wszystkimi jakiś kawałek słoniny, tem lepiej dla niego i dla mnie także. Widocznie jednak różnimy się w zdaniu. Porwał mnie za rękę i chce odebrać słoninę, nic jednak nie mówiąc, ażeby nie zwrócić uwagi towarzyszy.
Mnie także własny interes nakazuje milczenie. Nie trzeba, żeby inni spostrzegli, z pewnością by i mnie i jemu słoninę odebrali. W cichości więc walczymy z sobą; wściekłość zaś moja podwoiła się, usłyszawszy jak Hobbart mruczał przez zęby: mój ostatni kąsek! Jego ostatni kąsek! Więc bądź co bądź muszę go mieć. Pochwyciłem za gardło mo-