Strona:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nurzył się na dwie stopy w morze, stanął nieruchomy.





XXV.

W nocy z 4 na 5 grudnia. Robert Kurtis, przebiegłszy zalany pokład, zaniósł Andrzeja na bocianie gniazdo, gdzie i p. Letourneur także wdrapał się wraz ze mną.
Spojrzałem naokoło siebie, o ile pozwoliła mi moc dość jasna. Kapitan porwrócił na swoje stanowisko na wystawce. Na samym tyle statku pod wzniesieniem dotąd niezatopionem widać w cieniu pana Kear, jego żonę, pannę Herbey i Falstena. Na krańcu przednim porucznik i bosman, reszta załogi pouczepiana na masztach.
Andrzej Letourneur wgramolił się na najwyższą platformę bocianiego gniazda. Biedny ojciec musiał mu ustawiać mogę na każdym stopniu drabiny sznurowej, pomimo chwiejności jej dostał się na górę bez przypadku.
Niemna jednak środka przekonania pani Kear, która za nic w świecie nie chce ustąpić z wystawki, narażając się na porwanie przez lada silniejszy bałwan. Panna Herbey nie chciała rozstać się ze swoją panią i pozostała przy niej.