Strona:Juliusz Verne - Fantazyja d-ra Ox.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dali wszystkie punkta otaczającego ich horyzontu.
— To już co najmniej lat dziesięć jak nie byłem w tem miejscu, rzekł van Tricasse.
— Co do mnie to bodaj że nigdy tu jeszcze nie byłem, odrzekł radny Niklausse i żałuję dziś tego mocno; z tej bowiem wysokości, widok prawdziwie wspaniały. Patrz no mój przyjacielu serdeczny, patrzno na tę piękną, na tę wspaniałą rzekę Vaar, płynącą wężem pomiędzy drzewami....
— A tam dalej wierzchołki ś-tej Hermandady. Jakże one cudownie zamykają horyzont. A ten piękny szereg drzew zielonych, tak malowniczo tu i tam rozrzuconych. Ach! natura, natura, Niklausse! nigdy z nią sztuka zrównać się nie będzie w stanie.
— Jest to zachwycające wszystko, jedyny najlepszy mój przyjacielu, rzekł radny. Spojrzyjno na te trzody pasące się na zielonych łąkach, spojrzyj, na te woły, na te krowy, na te piękne barany.....
— Albo ci rolnicy dążący na pola. Toż to pasterze arkadyjscy, brak im tylko fletów....