Strona:Juliusz Verne - Fantazyja d-ra Ox.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


parł nawet grzecznie pod ramię zmordowanego na amen van Tricasse’a, a ten nie tylko że zezwolił na to, ale gdy przybyli na wierzchołek wieży, rzekł:
— Dziękuję panie Niklausse, uprzejmie ci dziękuję i będę o tem zawsze pamiętał.
Gdy u stóp wieży niby zwierzęta dzikie gotowi byli rozszarpać się na sztuki, teraz na jej wierzchołku stają się znowu najlepszemi przyjaciółmi. Co to jest?...
Czas był przepyszny, bo miesiąc maj na niebie. Cóż za powietrze czyste, upajające! Wzrok dojrzeć może najmniejszy przedmiot w znacznem nawet oddaleniu. Widzieli też jak na dłoni białe mury miasta Virgamen, widzieli domy z czerwonemi dachami. To ciche spokojne w tej chwili miasto, miało być niebawem wydane na wszystkie zgrozy rabunku, pożogi i wojny.
Burmistrz i radny usiedli obecnie przy sobie na małej kamiennej ławeczce jako dwaj dzielni mężowie, rozumiejący się nawzajem, sapiąc spoglądali po sobie, a następnie po chwi-