Strona:Juliusz Verne - Fantazyja d-ra Ox.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A ja utrzymuję, że powinniśmy bezzwłocznie zebrać nasze kohorty i wysłać je w pochód.
— Istotnie panie! istotnie! odpowiedział van Tricasse i to do mnie pan w ten sposób przemawiasz?
— Do pana właśnie panie burmistrzu, usłysz pan raz prawdę chociaż trochę przykrą.
— Pan ją usłyszysz panie radny, odparł van Tricasse w uniesieniu, pan ją z moich ust usłyszysz! Tak panie, tak; najmniejsze opóźnienie byłoby w tym razie hańbą. Od 900 lat Quiquendonc oczekiwało na stanowczą chwilę odwetu, bez względu więc czy to się raczy dziś panu podobać lub nie, pójdziemy na nieprzyjaciela.
— Jakto, to i pan masz zamiar przyjąć udział w wyprawie, zawołał radny Niklausse zdumiony. Myślałem że nie — i byłem zdania że mniejsza o pańską osobę, możemy pójść sami jeżeli pan nie masz pójść ochoty.
— Burmistrz z urzędu jest zawsze na czele, racz o tem pamiętać mój panie...
— A radny to nic nie znaczy?.. hę?...