Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/257

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Zrobiłem dobrze, do stu tysięcy dyabłów, gdyż przez to wygrywam 40.000 dolarów.
— Wiesz co — rzekł po chwili — kapitanie...
— Fogg.
— Kapitanie Fogg, jest w tobie coś z Yankesa. — Powiedziawszy swemu pasażerowi największy komplement, na jaki się tylko mógł zdobyć, odszedł.
Po jego odejściu pan Fogg rozkazał, by wszystko, co było na statku z drzewa, zrąbano na opał.
Wyobraźmy sobie, ile trzeba było tego suchego drzewa, by utrzymać dostateczną parę. Spalono więc tego dnia najwyższe piętro tylnej części statku, kajuty i mosty. Nazajutrz, 19-go grudnia, poszły do pieca maszty, belki i t. d.
Załoga pracowała z niezwykłym wysiłkiem. Obieżyświat ścinając, łupiąc i piłując, starczył za dziesięciu.
20 grudnia wszystko prawie co było z drzewa, uległo spaleniu. Statek miał wygląd promu.
Tegoż dnia zarysował się zdala brzeg Irlandyi i o godzinie 10-tej wieczorem statek był w pobliżu Queenstown. Phileasa Fogg oddzielało 24 godzin od Londynu, również tyle czasu trzeba było do przybycia do Liverpolu. Opał się jednakże wyczerpał.