Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/239

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Maszt umocowany był do desek blachą metalową. W tyle rodzaj steru pozwalał kierować temi dziwnemi saniami, na których 5 do 6 osób pomieścić się mogło. Podczas zimy, na pokrytych lodem równinach, gdy pociągi wskutek zasp śnieżnych kursować przestają, wehikuły te z nadzwyczajną szybkością przewożą podróżnych ze stacyi na stacyę. Przy wietrze żagle się upina i sanki te suną po powierzchni łąk z szybkością maszyny parowej.
W kilka chwil pan Fogg ubił targ z właścicielem szalupy lądowej. Wiatr, idący od zachodu, był pomyślny. Śnieg stwardniał i Mudge obiecywał dostawić w kilka godzin pana Fogg na stacyę Omaha. Tam staje dużo pociągów i jest wiele dróg prowadzących do Chicago i New-Yorku. Odzyskają napewno stracone godziny, trzeba się tylko prędko decydować. Pan Fogg, nie chcąc wystawiać pani Aoudy na zimno i niewygody podobnej podróży, przekładał jej, by pozostała z Obieżyświatem i z nim powróciła do Europy, w wygodniejszych warunkach.
Pani Aouda nie chciała się jednak z panem Fogg rozstawać, co bardzo uszczęśliwiło Obieżyświata, gdyż za nic w świecie nie chciałby pozostawić swego pana w towarzystwie samego Fixa.
Co myślał Fix, trudno odgadnąć. Czy po