Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/232

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Pani Aouda udała się do sali dworca i tam w samotności rozmyślała o panu Fogg, jego tak prostej a wielkiej szlachetności, o jego spokojnem męstwie. Pan Fogg poświęcał mienie, stawiał swe życie na kartę i to bez wahania, bez frazesów, z obowiązku. Dżentelman był w jej oczach bohaterem. Co do inspektora policyi, to ten przechadzał się gorączkowo, miejsca sobie znaleźć nie mogąc. Wyrzucał sobie popełnione głupstwo. Co? rozstać się z człowiekiem, którego się tak długo prześladowało? Była to naiwność nie do przebaczenia. — Postąpiłem jak głupiec — myślał — tamten mu powiedział, kim jestem. Poszedł i nie wróci więcej. Ależ jak mogłem tak się dać wywieźć w pole, ja, Fix, mając rozkaz aresztowania w kieszeni.
Tak rozmyślał Fix podczas długo wlokących się godzin, nie wiedział co począć. Chwilami chciał wszystko powiedzieć pani Aoudzie. Nie miał jednakże odwagi. Jak więc postąpić? Pójdzie za panem Fogg. Wynalezienie go nie zdawało mu się niemożliwem. Ślady na śniegu jasno wskazywały mu drogę, po której szedł oddział. Ale wkrótce pod nową powłoką zatarły się zupełnie. Przygnębienie ogarnęło biednego agenta. Postanowił wyjechać i dać wszystkiemu za wygraną.
Około drugiej po południu, podczas gdy